Proghma-C nigdy nie grała łatwej i przyjemnej muzyki, przy której dobrze się obiera ziemniaki czy froteruje podłogę. Pokręcone dźwięki, którymi raczyli słuchaczy, wymagały chwili skupienia i przetworzenia w głowie żeby mieć szansę zrozumienia tego, co się tam właściwie działo. A działo się zawsze wiele, z łamaniem schematów na czele. Znając takie podejście do tworzenia, trudno się dziwić, że droga jaką przebyła ich druga płyta „Equation_Toxic: A” od momentu nagrania do wydania była równie zawiła co muzyka. W 2009 roku panowie wydali debiut „Bar-do Travel” i wydawało się, że ich kariera nabiera rozpędu. Płyta do tej pory się broni – przy okazji odświeżyłem sobie ten album i bardzo fajnie się tego po piętnastu latach słucha. Minęło kilka lat działalności, oprócz koncertowania Proghma-C zaczęła pracować nad nową muzyką. W trakcie tego procesu w 2015 roku zmienił się wokalista – w miejscu Piotra Gibnera pojawił się Patryk Zwoliński, który ledwo co opuścił szeregi Blindead. Zaczęli grać koncerty z nowym materiałem, weszli do studia by zarejestrować płytę, wydawało się, że są na właściwych torach, ale jednak stopniowo ucichli i na długo słuch o nich zaginął. Nagle, po latach na ich FB pojawił się wpis, że 5 września 2025 roki drugi album Proghmy-C pojawi się w streamingach. Nie był to żart, jak zapowiedzieli, tak zrobili. „Equation_Toxic: A” trafił na serwery i delikatnie mówiąc – pozamiatał mną.
Pomimo upływu dekady kompletnie nie czuć żeby ta muzyka obrosła kurzem. Wręcz przeciwnie – brzmi wspaniale tu i teraz. Już od pierwszego przesłuchania wiedziałem, że to rzecz, która zagości w moich głośnikach na dłużej, że będę tego słuchać wielokrotnie. Czasem skupiając się na tych dźwiękach bardziej, czasem mniej, ale za każdym razem z przyjemnością odkrywając kolejne warstwy. Nie wiem po ilu już jestem przesłuchaniach, ale nawet po napisaniu tej recenzji będę dalej katował ten materiał. Proghma-C idąc pod prąd obecnym szybkim czasom, natłokowi bodźców i skipowaniu kolejnych piosenek na spotifaju po kilku sekundach, postawiła na coś zupełnie odwrotnego. Płyta całościowo co prawda nie jest przesadnie długa, ale pierwsze utwór „Oceanic” trwa prawie 27 minut. Z pozoru może to odrzucać, ale żaden fragment tego kawałka nie jest dłużyzną, każdy jest potrzebny i ważny. Wpływając w oceaniczną głębię razem z chłopakami należy poświęcić sporo czasu, ale warto się skupić i celebrować tę wyśmienitą muzykę. To w zasadzie utwór, który mógłby istnieć samoistnie, jest pewną całością i niesamowitą muzyczną opowieścią. Oprócz matematycznych, „meszugowych” łamańców do jakich przyzwyczaili wcześniej, ważnym elementem jest też tutaj sludge metal. Takie powłóczyste, walcowate, potężne riffy pełne gruzu i błota były dekadę temu może nie na topie, ale na pewno czymś co odcisnęło swoje piętno na spektrum inspiracji niejednego muzyka metalowego. Progresywny sludge metal? Można i tak tę muzykę zdefiniować. Chociaż nie to mnie w tym utworze najbardziej urzekło. Do głowy wbił mi się szczególnie jeden z końcowych fragmentów, ten z plemiennymi rytmami dodającymi pierwotną transowość.
Czysto muzyczna strona to jedno, ale jak zatem wypadły wokale? „Equation_Toxic: A” brzmi zdecydowanie inaczej niż „Bar-do Travel”. Zwoliński to nie Gibner – to bardzo różni wokaliści. W wokalu Patryka słyszę naleciałości Blindead – w końcu był krótko po odejściu z tego zespołu i od niektórych rzeczy nie udało się uciec. Ważne, że w całościowym ujęciu udało mu się ująć ducha Proghmy-C, chociaż z perspektywy czasu to nie jest najlepsza rzecz jaką udało mu się wydobyć z gardła. Teraz wiem, że gdyby ten materiał został nagrany dzisiaj, byłoby wokalnie jeszcze lepiej. Na epce „Vanishing” Blindead 23 z 2024 roku przeskoczył wszystkie swoje poprzednie wyczyny, być może właśnie dlatego, że zaprocentowało zdarcie gardła na „Equation_Toxic: A” dekadę wcześniej.
Po takim samodzielnym i monumentalnym utworze jak „Oceanic”, dwa kolejne kawałki tworzące ten album są już czymś bardziej typowym. „Zaledwie” pięciominutowy „Stay” to chwila oddechu po tak emocjonującym i wymagającym progu wejścia w świat Proghmy-C. Początkowo spokojny i liryczny pod koniec zmienia się na tyle żeby nie było wątpliwości z jakim zespołem mamy do czynienia. „Inexplicable breakdowns” kontynuuje ten spokojny trend, tym razem bez większych niespodzianek ciągnie się w podniosłym klimacie aż do samego końca.
„Equation_Toxic: A” to materiał, który nie stracił nic na aktualności. To jest piękne w tej muzyce, że żadne modne na dany okres efekty czy rozwiązania produkcyjne nie mają na nią wpływu i na długo można zachować świeżość materiału. Pewnie już nie doczekamy się kolejnej nowej (lub wyciągniętej z innej szuflady) muzyki nagranej pod szyldem Proghma-C, ale nie wydaje mi się to dużym problemem. To, co panowie po sobie zostawili jest czymś do czego warto wracać i upływ czasu tego nie zmieni. Mam tylko nadzieję, że „Equation_Toxic: A” doczeka się fizycznego wydania, chociaż w jakimś limitowanym nakładzie – byłby to ważny element mojej płytowej kolekcji.

skład:
Patryk Zwoliński – wokal
Paweł Smakulska – gitara, syntezatory
Arek Litkowiec – gitara basowa
Matteo Bassoli – gitara basowa
Łukasz Kumański – perkusja
1. Oceanic
2. Stay
3. Inexplicable breakdowns
strona internetowa: https://www.facebook.com/proghmac