Amarok, Quidam (Gdynia, Ucho/Podwórko.art 28.11.2025)

Silne razem, osobno jeszcze silniejsze, ale zdecydowanie nie samotne. Tak jednym zdaniem można by podsumować piątkowy koncert grup Amarok i Quidam, które w ramach wspólnej trasy wystąpiły w gdyńskim klubie Ucho/Podwórko.art. Był to z całą pewnością wieczór nie tylko magiczny i pełen emocji, ale także zdecydowanie cieplejszy niż zafundowała wszystkim przybyłym listopadowa, prawie już grudniowa pogoda. Na przybyłych do znanej i lubianej gdyńskiej miejscówki koncertowej, czekały nie tylko dwa znakomite polskie zespoły, ale także bardzo różne oblicza prog-rockowego grania.

Quidam / fot. Wojciech Miklaszewski

Jako pierwszy zaprezentował się reaktywowany w tym roku zespół Quidam w składzie, w którym występował od 2004 roku do czasu zawieszenia działalności w 2014 roku – Maciej Meller (gitara), Zbigniew Florek (instrumenty klawiszowe), Jacek Zasada (flety), Mariusz Ziółkowski (gitara basowa), Maciej Wróblewski (perkusja) i Bartosz Kossowicz (wokal). Warto przypomnieć, że w międzyczasie nieistnienia Quidam, Maciej Meller został gitarzystą grupy Riverside, gdzie zastąpił zmarłego Piotra Grudzińskiego, a Bartosz Kossowicz został wokalistą innej uznanej i lubianej polskiej formacji prog-rockowej Collage. Quidam zaprezentował prawie cały materiał z płyty „Alone Together” z 2007 roku, która niedawno doczekała się reedycji studyjnej, a także wydania koncertowego „Strong Together” z występu z 2009 roku. Oprócz tego Quidam zagrał utwór „Not So Close” z albumu „SurREvival” z 2005 roku, a także „Walec” i „Spotykanie” z płyty „Saiko” z 2012 roku będącej jak dotychczas ostatnim studyjnym wydawnictwem zespołu. Nie zabrakło także epickego „Sanktuarium” z debiutanckiego albumu „Quidam” z 1996 roku, w którym co prawda nie zaśpiewała nieobecna już w zespole Emilia Derkowska (Nazaruk). Fani grupy mogli ją zobaczyć i usłyszeć na tegorocznym koncercie Quidam w ramach InoRock w Inowrocławiu, ale Bartosz Kossowicz poradził sobie z nim równie dobrze. W kilka numerów zostały wplecione także fragmenty cudzych piosenek, pośród których wybrzmiały „Rider on the Storm” The Doors czy standard „Hush” Billyego Joe’a Royala spopularyzowany pod koniec lat 60-tych przez grupę Deep Purple.

Amarok / fot. Wojciech Miklaszewski

Po krótkiej przerwie na scenie Ucha pojawił się Amarok, istniejący nieprzerwanie od 1999 roku i mający na swoim koncie siedem albumów studyjnych, choć szerszej publiczności dał się zapewne poznać dopiero przy okazji czwartej płyty zatytułowanej „Hunt” z 2017 roku. Grupa w obecnym składzie, czyli Michał Wojtas (gitara/wokal), Marta Wojtas (instrumenty perkusyjne/wokal), Konrad Zieliński (perkusja) i Kornel Popławski (bas/wokal/skrzypce) zaprezentował set złożony z trzech płyt formacji („Hunt”/”Hero”/”Hope”), ze szczególnym uwzględnieniem zeszłorocznej „Hope”. Ponieważ nie znam twórczości Amarok na wyrywki, ani nie wsłuchiwałem się nigdy szczególnie mocno w ich płyty, jestem w stanie podzielić się wyłącznie swoimi wrażeniami i odczuciami. Podczas występu Amarok nie zabrakło ciekawych melancholijnych fragmentów rozpiętych między elektroniką, a łagodniejszym graniem, jak i potężnych, ostrych i naprawdę wciągających momentów.

Nie mam wątpliwości, że oba zespoły zagrały znakomite występy, a w gdyńskim klubie znalazła się spora liczba wielbicieli zarówno Quidam, jak i Amarok. Wielu zebranych pamiętało Quidam jeszcze z czasów, gdy wraz z zespołem występowała Emilia Derkowska (Nazaruk), co trochę onieśmieliło Bartosza Kossowicza, a przecież nie występuje z Quidam i z Maciejem Mellerem od wczoraj. Było też parę osób nie mogących pamiętać, ani widzieć Quidam w czasach świetności i największych sukcesów (jak choćby występ na Baja Prog w Meksyku w 1999 roku), ale dla jednych i drugich był to z całą pewnością piękny występ, pełen emocji, wspomnień i oczywiście pięknej, wartościowej muzyki. Osobiście najbardziej chciałem zobaczyć i usłyszeć właśnie Quidam, ale w przypadku Amarok również nie zabrakło emocji oraz zachwytów licznie zebranej publiczności, a ich występowi nie można było odmówić energii i kapitalnie rozłożonego tempa angażującego zebranych. Był to również udany występ, który sprawił mi dużo radości, ale niestety raczej nie zostanę ich fanem.