Cobalt Wave – Men. Mind. Machine

Rock progresywny nie jest moim ulubionym gatunkiem muzycznym, co nie znaczy, że omijam go szerokim łukiem i nie potrafię docenić. Przeciwnie – z całą pewnością mamy z chłopakami z Cobalt Wave kilka wspólnych fascynacji. Na pewno King Crimson i Riverside. Mam pewne podejrzenia, że również Collage, choć akurat o tej kapeli w swoich biogramach nie wspominają.

Płyta „Men. Mind. Machine” jest – wydaje mi się – płytą nieco spóźnioną. Gdyby została nagrana, gdy żył jeszcze Tomasz Beksiński, mogłaby liczyć na jego przychylność i promocję. Prawie słyszę w głowie głos Beksińskiego, mówiący „a teraz zespół Cobalt Wave, który właśnie nagrał nową płytę i jest to płyta prześliczna”, bo jakościowo album ten wcale nie odstaje od muzyki puszczanej wtedy w „Trójce pod księżycem”. Muzycy grupy dysponują imponującym warsztatem i wyobraźnią, są kreatywni, mają ciekawe brzmienie i solidnie przyłożyli się do nagranego materiału. Słuchanie Cobalt Wave sprawia mi bezdyskusyjną przyjemność. Co jednak nie znaczy, że uważam ten krążek za arcydzieło.

Są tu – niestety – rzeczy, które mi przeszkadzają. Wokalista dysponuje kawałem głosu, co świetnie słychać w najlepszym na płycie „Seeds of Discord”, ale gdy śpiewa delikatnie jego barwa zupełnie mi nie leży. Zwłaszcza gdy wchodzi w falset. Jasne – jeśli grasz rock progresywny to starasz się korzystać z szerokiego wachlarza środków wyrazu, ale nie. No po prostu nie.

Druga rzecz – być może ważniejsza. Cobalt Wave eksperymentują, ale bez przesady. Daleko im do szaleństwa Crimsonów z płyt z Adrianem Belew. Grają świetnie technicznie, ale daleko im do Rush czy innych Dream Theater. Zdarza im się sięgać po patos (i bardzo dobrze), ale nie jest to patos tak jaskrawy jak u ELP. W efekcie mamy do czynienia z płytą bardzo dobrą, ale – niestety – pastelową. Pomijając wspomniane już „Seeds of Discord”, trudno będzie ją pamiętać. Raczej nie będę do niej wracał.

Tak czy inaczej – Cobalt Wave biorę na radar i zamierzam przyglądać się uważnie, co dalej będzie działo się z tym zespołem. Na pewno mają potencjał, żeby tworzyć rzeczy wielkie. Trzymam kciuki, żeby go wykorzystali.

skład:
Kuba Łopatka – wokal, gitara
Marcin Zazoniuk – gitara
Daniel Wicenty – gitara basowa
Mikołaj Piotrzkowski – klawisze
Arkadiusz Biskup – perkusja

1. New Religion
2. Seeds of Discord
3. Starbound Explorers
4. Weltschmerz
5. The Journey Ends Inside
6. Nothing to Win
7. Icy Metal Brain

strona internetowa: www.facebook.com/CobaltWave