Ropień – Fale i wiatr

Niektóre albumy wymagają odpowiedniej pory roku. Trzecia duża płyta gdyńskiej grupy Ropień „Fale i wiatr” ukazała się na początku października i ten jesienny, depresyjny klimat kiedy na zewnątrz jest szaro i ponuro, idealnie nastraja do zawartej na niej muzyki. Jak nietrudno się domyślić, to nie są skoczne dźwięki do machania głową i żłopania piwska. W tym przypadku wymagane jest większe skupienie i zatopienie się nie tylko w warstwie muzycznej, ale także tekstowej. Ułatwieniem jest na pewno język polski, na który postawił wokalista Michał Spryszak. Jego ekspresja wokalna pełna jest poetyckiej deklamacji. W zasadzie nie będzie dużym nadużyciem jeśli porówna się manierę Michała Spryszaka do Marcina Świetlickiego. Nie powinien się za to obrazić. Ani jeden ani drugi.

Od strony muzycznej Ropień czerpie garściami przede wszystkim z post punkowej i metalowej estetyki podlanej zimnofalowym sosem. Brzmienie zespołu jest tym razem inne niż wcześniej. O ile ich dwie pierwsze duże płyty „Początek końca świata” z 2017 i „Na drugim brzegu ciemnej rzeki” z 2020 roku uderzały metalowym ciężarem i pewną przestrzenią, tak tutaj chłopaki wykręcili brudny i zimny sound – bez dołu, walący środkiem, skompresowany. Brzmi to co najmniej interesująco, a już na pewno na tyle oryginalnie, że zapada w pamięć.

A jak prezentują się same kompozycje? Ropień potrafi przyłożyć po punkowemu szybkim tempem, zahaczyć nawet o crust („Ludzie dobrej woli”), ale także postawić na bardziej stonowane, mroczne klimaty. W tym drugim wydaniu podobają mi się najbardziej, szczególnie w tych momentach kiedy słyszę echa Neurosis – w takim „Simple Pitch (Bitch)” czy utworze tytułowym. Co ciekawe, cała płyta trwa zaledwie pół godziny, poszczególne piosenki mają średnio po dwie minuty, ale zupełnie tego nie czuć. Natężenie emocjonalnego ciężaru w każdym utworze jest takie, że w zupełności taki czas każdego z nich wystarczy. Najdłuższy kawałek to zamykający płytę „Krajobraz po bitwie” trwający cztery minuty. Bardzo dobrze sprawdza się jako zamykacz i daje czas na przetrawienie tego, czego się doświadczyło podczas słuchania płyty.

„Fale i wiatr” były dla mnie pewnym zaskoczeniem. Szczególnie od strony wykręconego brzmienia, ale nie tylko. Ropień udowadnia, że nawet dwuminutowe kawałki nie będące punkowymi czy grindowymi strzałami mogą być na tyle bogate i kompletne, że nie pozostawiają wrażenia obcowania z czymś niedokończonym, urwanym w połowie. To wyjątkowa płyta, ale wymagająca. Można ją pokochać, może też słuchacza odrzucić – jednak ciężko przejść obok niej obojętnie. I to jest jej największa wartość.

skład:
Michał Spryszak – wokal
Marcin Borzęcki – gitara
Marcin Szkiel – gitara basowa
Artur Mądry – perkusja

1. Czarna przestrzeń
2. Ty przeciwko mnie
3. Koszula
4. Ludzie dobrej woli
5. Voodoo
6. Czas wojny
7. Simple Pitch (Bitch)
8. Maszyna
9. Pomiędzy
10. Fale i wiatr
11. Morze słów
12. Burza
13. Krajobraz po bitwie

strona internetowa: www.facebook.com/ropien.band