The Howling Eye – ERF

The Howling Eye to zespół, który wyewoluował ze stonera w kierunku space rocka i psychodelii. Grupie nie są obce niecodzienne eksperymenty, już na poprzedniej płycie „List Do Borykan” udowodnili, że ich muzyka nie zna granic, bo podryfowali w funkowe i folkowe rejony. Najciekawsze jest to, że podążenie w takim na pierwszy rzut oka absurdalnym kierunku wbrew pozorom miało ręce i nogi. Ich kolejny album „ERF” nie zawiera aż tak nietypowych odjazdów, ale nie oznacza to, że panowie zaczęli grać zachowawczo. Tak chwytliwych utworów The Howling Eye w swoim dotychczasowym repertuarze jeszcze nie miało. Brzmią tym razem bardziej tradycyjnie, ich muzyka nie dryfuje tym razem aż tak na boki, klimatem nawiązują do stonerowych początków.

Oprócz trzeciego utworu „Fire” wszystkie pozostałe kompozycje są bardzo rozbudowane i długie, naprawdę sporo się w nich dzieje. Zespół daje się ponieść dźwiękom, nie trzyma się kurczowo obranego kursu, tylko śmiało idzie tam gdzie ich instrumenty i wyobraźnia poniesie. Słowem klucz do wejścia w ten materiał było dla mnie słowo „podróż”. Początek płyty w postaci tytułowego „ERF” rozkręca się powoli i spokojnie, czuję w tym floydowskiego ducha. Kiedy już się wydaje, że panowie uderzą pełną mocą, w kolejnej części następuje wyciszenie i budowanie napięcia od samego początku. Trzeci fragment utworu to już szybkie tempo, zespół rozkręca się na dobre i brzmi bardzo rock and rollowo. Do głosu dochodzą jeszcze gościnne partie saksofonu Jacka Stasiaka dając bardzo ciekawy efekt finalny. Po jazgotliwej kanonadzie następuje moment wyciszenia i wracamy do punktu wyjścia. „Weed” rozpoczyna się grą akustycznych gitar i harmonijki. Całość brzmi bardzo chwytliwie i melodyjnie, niczym rockowa ballada rodem z najlepszych czasów dla tego gatunku. Kiedy wydaje się, że dochodzimy do końca piosenki, następuje jej druga część. Tutaj już The Howling Eye wymykają się z melodyjnego, ogniskowego grania na rzecz ciężkich, sabbathowych dźwięków i tajemniczego klimatu. Kolejny utwór, w pełni instrumentalny, wspomniany wcześniej „Fire” to bardzo marzycielski i rozbujany fragment płyty. Zespół w tym miejscu ciekawie podąża za muzyką i znowu słyszymy saksofon – ten instrument mógłby zagościć u nich na stałe. Świetnie się wkomponowuje w dźwięki grane przez chłopaków. Na koniec dostajemy „Moc wielkiego bucha”, czyli kolejny długi utwór podzielony na części. Jego początek kontynuuje to, co słyszeliśmy chwilę wcześniej w „Fire”. Odpala się stonerowa psychodelia i odlot w kosmos. Druga część utworu, od chwili kiedy wchodzi wokal, to już pełen stopień upalenia. Nawet na trzeźwo czułem się jakby mnie brało. Co uważam za doskonałą rekomendację, nie dało się tego zrobić lepiej.

The Howling Eye na płycie „ERF” zabiera słuchacza w niesamowitą, pełną psychodelii i zielska kosmiczną podróż. Czy warto się z nimi w nią zabrać? Jak najbardziej, nawet na trzeźwo. To nie tylko soundtrack narkotycznego odlotu, ale też kawał świetnie zagranej i pomysłowej muzyki. The Howling Eye tworzą świadomie, wiedzą dokładnie co robić ze swoimi instrumentami, jaki efekt osiągnąć i co najważniejsze – wydają się w tym wszystkim po prostu autentyczni.

skład:
Hubert Cebula Lewandowski – perkusja, wokal
Miłosz Wojciechowski – gitara elektryczna, gitara basowa, gitara akustyczna
Jan Chojnowski – gitara elektryczna, gitara akustyczna, buzuki, klawisze, syntezator

1. ERF
2. Weed
3. Fire
4. Moc wielkiego bucha

strona internetowa: www.facebook.com/thehowlingeye