Decyzja o tym, żeby przynajmniej spróbować grać coś oryginalnego, jest zawsze ryzykowna. Algorytmy wolą zespoły, które można łatwo otagować. Bez doklejonej łatki, najlepiej popularnej, jest się współcześnie przebić trudniej niż kiedykolwiek. Nie będę ukrywał, że za cholerę mi się ten stan rzeczy nie podoba, więc każdy wykonawca, który po prostu gra to, co mu leży na duszy bez oglądania się na suby, lajki i obecność na playlistach ma u mnie plusa na starcie.
View Of A Burning City to taki twór, do którego pasują przedrostki “post”, “noise”, “doom” czy “alternative”, ale trudno określić sam gatunek. Gdyby zgłosili się do katalogu Metal Archives, na 95% dostaliby odpowiedź, że nie grają metalu i to w zasadzie wszystko co wiadomo w kwestii worka do jakiego należałoby ich wsadzić. Niby pomysł, żeby położyć screamy na muzyce, która raczej się sączy niż zabija, nie jest niczym nowym, a jednak podczas odsłuchu “Cleanse” od pierwszej nutki ma się wrażenie świeżości. Nazwa zespołu świetnie oddaje nastrój płyty – jest tu smutek, nostalgia, ale też coś w rodzaju ulgi, że już po wszystkim.
Pierwszy numer “Like Nothing” jest zdecydowanie najlepszy na płycie. To dobrze, że “Cleanse” zaczyna się mocno, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że im dalej, tym mniej to żre. Zespół dużo kombinuje – bawi się sprzężeniami, efektami, nakładkami wokali (bardzo fajnie działają np screamy w tle wokalu Gabrieli Wasilewskiej w tytułowym numerze), przy czym robi to z wyczuciem, nie spiesząc się, pozwala dźwiękom wybrzmieć, zbudować nastrój. Nie ma prężenia mięśni i popisywania się, są natomiast emocje i klimat.
Nie wszystkie zastosowane na tej płycie pomysły są dobre. Np. czwarty track, “Let Us Drown/Return As Drown” zaczyna gitara, która pasuje do całości jak pięść do nosa, na dodatek towarzyszy jej melorecytacja, od której bolą mnie zęby. Ten moment nie zabija albumu, ale mam nadzieję, że przy okazji kolejnego wydawnictwa zespół zrobi ostrzejszą selekcję tego co działa, a co nie.
Warta podkreślenia jest praca perkusisty, dzięki której muzykę View Of A Burning City odbiera się jako żywą i trójwymiarową. Uważam, że bębny są tu ważniejsze niż wszystkie pozostałe tracki. Bez pałkera z takim feelingiem zespół na pewno nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia.
“Cleanse” to jeden z najlepszych albumów, jakie zdarzyło mi się dotąd recenzować na rock3miasto.pl i chciałbym, żeby to wybrzmiało. Nie jest pozbawiony wad, ale do cholery – to nie ma znaczenia. Każdego dnia wychodzą dziesiątki płyt, którym trudno coś zarzucić, a jednak przelatują przeze mnie jak woda. Muzyka View Of A Burning City natomiast z człowiekiem zostaje. Przynajmniej do jednego numeru – “Like Nothing” – na pewno będę wracał.

skład:
Ignacy Macikowski – perkusja, wokal
Mateusz Bartoszek – gitara, wokal, syntezatory
1. Like Nothing (feat. Gabriela Wasilewska)
2. Suboptimal 10:36
3. Cleanse (feat. Gabriela Wasilewska)
4. Let Us Drown / Return As One
5. Personal Brutalism
strona internetowa: www.facebook.com/viewofaburningcity