Święto trójmiejskiej muzyki w postaci Sea You Music Showcase odbyło się już po raz piąty. Tegoroczna edycja powróciła do pomysłu sprzed dwóch lat, czyli koncertu specjalnego na rozgrzewkę w Instytucie Kultury Miejskiej. Do budynku tej instytucji przeniosły się tym razem wszystkie panele dyskusyjne i to praktycznie jedyna duża zmiana jakiej dokonali organizatorzy. Główna, koncertowa część, tak jak w latach poprzednich odbyła się na dwóch scenach w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

Najbardziej cieszy to, że z roku na rok Sea You Music Showcase staje się coraz bardziej normalnym festiwalem, a nie tylko spotkaniem branży muzycznej. Oczywiście aspekt „profesjonalny” zawsze będzie niezwykle istotny, bo taka jest w końcu idea showcase’owych wydarzeń – w tym przypadku pokazać reprezentantom branży trójmiejskich wykonawców, do tego wzmocnić i zainspirować lokalną scenę poprzez warsztaty i panele dyskusyjne. Ale nawet zwykły „zjadacz muzyki” na Sea You Music Showcase oprócz doświadczenia półgodzinnych koncertów-prezentacji znajdzie coś dla siebie w rozmowach ekspertów o muzyce czy obejrzeniu wystawy – w tym roku to „M.A.G.Y.: Magda, Artyści, Gdańsk i Yach”. W piwnicach Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego stanęła multimedialna instalacja poświęcona Magdzie Kunickiej-Paszkiewicz i Yachowi Paszkiewiczowi, legendach polskiego wideoklipu.

Zanim jednak przeniesiemy się do „Szekspira” kilka słów o czwartkowym koncercie w IKM-ie. Dwa lata temu w ramach Sea You Music Showcase w tym miejscu odbył się wyjątkowy koncert „Trójmiejska scena gra trójmiejskie piosenki”, podczas którego młodzi muzycy zaprezentowali stare, często zapomniane utwory lokalnej sceny alternatywnej w nowych aranżacjach. Wypadło to naprawdę przekonująco więc cieszy to, że powrócono do tej idei, chociaż w nieco innej formie. W tym roku, na 50-lecie Kombi jazzowa grupa Klawo wzięła na warsztat utwory tego zasłużonego zespołu. Efekt końcowy okazał się bardzo udany, po kilkudziesięciu latach te piosenki nadal się doskonale bronią i zadziwiają swoim bogactwem. Oczywiście Klawo zagrało je po swojemu, ale bez jakichś ogromnych rewolucji. Nie wyszedł z tego żaden pastisz, żadna parodia, a bardzo piękny hołd dla lokalnej legendy. A motyw z „Bez ograniczeń” nie chce teraz opuścić mojej głowy.

Piątek i sobota to już Sea You Music Showcase 2026 na pełnych obrotach. Czyli część panelowa i warsztatowa w Instytucie Kultury Miejskiej, a koncerty na dwóch scenach w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Tradycją jest już to, że jeden z zespołów podziemnej sceny Magazyn trafia kolejnego roku na scenę główną. Tym razem tego zaszczytu dostąpiła grupa Loveworms i była to w pełni zasłużona nobilitacja. Grupa zadebiutowała z przytupem rok temu udanym pierwszym albumem, a na koncertach ich pełna energii (post) punkowa muzyka tylko zyskuje na jakości. Lovewormsi w pełni wykorzystali swój czas i wiedzieli jak zagospodarować miejsce na scenie. Nie czas jednak na większe rozmyślania, jedziemy dalej! Jak to na Sea You Music Showcase, muzyka była bardzo zróżnicowana. Za sprawą Tymon Tymański Yasstet zrobiło się bardzo klasycznie jazzowo – projekt ten poświęcony jest autorskim reinterpretacjom muzyki Theloniousa Monka. Z kolei grupa Blenders rozbujała gmach Szekspirowskiego do radosnej zabawy – ich hity sprzed lat powodują, że nie da się ustać w miejscu i nóżka sama chodzi. Hip hopowe rytmy pełne luzu zaprezentował projekt Budka Surfera by Unda, a na koniec Spoiwo pokazało jak się buduje klimat poprzez filmowo-post-rockowe pejzaże.

W podziemiach Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego scena Magazyn także pokazała różne oblicza trójmiejskiej muzyki. Było ciasno, było gorąco, schodząc do piwnicy trzeba wziąć to pod uwagę. Na początek Maczety z miksem punkowych i grungowych dźwięków. Następne w kolejce były Bazgrołki i jak dla mnie mogliby za rok zagościć na scenie głównej. Na żywo wypadają jeszcze lepiej niż na płycie, ale takie gęste, noisowe i shoegazowe granie tylko zyskuje w głośnym, surowym środowisku. Po hałaśliwym początku scena Magazyn przeniosła się w bardziej stonowane, wręcz radiowe (w dobrym sensie tego słowa) rejony. Jacek Lachowicz w projekcie L.A.S. prezentuje elektroniczno-taneczny klimaty, bardziej nastrojowo zrobiło się dzięki Siekirka Trio, a Klaudia Daliva postawiła kropkę nad i swoimi lirycznymi piosenkami.

W sobotę główną scenę otworzyli The Surfers. Lato, plaża, pływanie na desce, Beach Boys, to dobre słowa klucze by nakierować się na muzykę chłopaków. Od razu zrobiło się cieplej i przytulniej. Szkoda tylko, że to muzyka instrumentalna, momentami brakuje wokalu, poza tym wszystko się zgadza. Taki słoneczny klimat utrzymał się podczas koncertu Leona Krześniaka, ale tym razem były to dźwięki w bardziej nowoczesnej odsłonie. Muzyka skrojona pod Męskie Granie – takie moje pierwsze skojarzenie. Następnie objawiła się nam prawdziwa diva. Natalia Muianga coraz śmielej poczyna sobie na muzycznym rynku, pokazała się z bardzo eleganckiej strony, aż dziwnie się człowiek czuł bez koszuli i krawata. Bardziej alternatywne piosenki zaprezentował zaś Grzesław Nawrocki, któremu do tej pory największą popularność przyniósł kiedyś zespół Kobiety, a teraz kontynuuje muzyczną drogę pod własnym nazwiskiem. A finał głównej sceny i całego tegorocznego Sea You Music Showcase należał do William Malcolm and The Dracul Affair. Zrobiło się bardzo retro, ejtisowo, nostalgicznie. Magia muzyki sprawiła, że Gdański Teatr Szekspirowski przeniósł się w zupełnie inny czas i wymiar.

Scena Magazyn otworzyła się w sobotę mniej hałaśliwie – Kasoil czyli Kasia Nurczyk oczarowała publiczność swoim r’n’b. Następnie nowoczesne podejście do jazzu zaprezentował Filip Żółtowski Quartet. Dla przeciwwagi Popsysze zapewniły porcję gitarowego grania. Obserwuję ich od lat, rozwijają się w bardzo ciekawą stronę, a koncertowo tylko potwierdzają słuszność tego kierunku. Są zespoły, które z czasem kręcą się wokół własnego ogona, a są też takie jak Popsysze, które rosną z każdym kolejnym wydawnictwem. Z kolei Babyhats rozbujali Magazyn taneczno-funkową energią udowadniając, że muzyka to w końcu też zabawa i nieskrępowana radość. A na koniec Mjut, czyli zespół, który kojarzę już od blisku 20 lat. Co jakiś czas przypominają się nową muzyką, coś nie mogą nadal się przebić, pod tym względem to zdecydowanie ciekawy przypadek do rozważania.

Sea You Music Showcase kolejny raz udowodniło, że w Trójmieście powstaje sporo świetnej, różnorodnej muzyki. Nawet ktoś, kto siedzi na co dzień w tej scenie ma szansę odkryć coś nowego, szczególnie jeśli chodzi o rzeczy pochodzące nie ze swojej bańki. Biorąc pod uwagę jak niewiele nazw w poszczególnych edycjach się powtarza, można patrzeć optymistycznie na to święto lokalnej muzyki. Sea You Music Showcase wrosło już w tkankę trójmiejskich wydarzeń kulturalnych i staje się marką samą w sobie. Mnie osobiście cieszy nie tylko otwartość na tak duży przekrój gatunków, ale też to, że z edycji na edycję na Sea You Music Showcase pojawia się coraz więcej „zwykłych” słuchaczy. Wreszcie to impreza, która udowadnia, że warto odkrywać nową muzykę, a nie tylko bazować na dobrze znanych i sprawdzonych wielokrotnie wykonawcach.