Już po kilku minutach obcowania z płytą „Pola Bitew” jest jasne, że to inny album od poprzedniego solowego krążka Tomasza „Lipy” Lipnickiego „Dźwięki słowa” z 2021 roku. Tamto wydawnictwo było zdecydowanie trudniejsza w odbiorze, dryfowało w kierunku słuchowiska radiowego, a singlowy cover Nine Inch Nails „Hurt” zbliżony do wersji Johnnego Casha nie był reprezentatywnym fragmentem całości. Tym razem łatwiej przyswoić zawartą treść – mamy do czynienia ze zbiorem piosenek, których podstawą jest gitara i głos Tomka Lipnickiego, a wybrana do promocji „Jednorazowa powieść” dobrze oddaje ducha albumu. Płycie „Pola Bitew” blisko do „Lipy” znanego z solowych koncertów, gdzie na scenie jest tylko on i jego instrument.
Nie zmieniło się przede wszystkim jedno – refleksyjna natura tekstów, nad którymi warto się zatrzymać, przemyśleć je i wysnuć swoje wnioski. Słowa są tu równie ważne co muzyka – to nie tylko dodatek, bo „piosenka musi posiadać tekst”, a bardzo ważny aspekt rzutujący na całościowym przekazie. „Pola Bitew” nie zagrzewają do walki, nie romantyzują potyczek, to bardziej refleksja nad kondycją gatunku ludzkiego w utworze tytułowym, a pod kątem całej płyty to krajobraz po skończonych bitwach jakie toczymy w życiu ze swoimi demonami i wszelkimi przeciwnościami, które na nas czyhają. Sam Lipa walczył do niedawna chociażby z depresją więc znając pokrótce te wszystkie ciężkie historie (o których zresztą mówi otwarcie) możemy nakierować się na to, co autor miał na myśli. Nie są to optymistyczne rzeczy, ale też potrafią nieść nadzieję na to, że po burzy wyjdzie słońce. Znając wcześniejszą twórczość Lipy nie ma w tym oczywiście zaskoczenia – to są bardzo „jego” treści, wręcz znak rozpoznawczy tego muzyka. Trzeba przyznać, że teksty jakie pisze zawsze trzymały wysoki poziom i tak jest też teraz – to klasa sama w sobie.
Należy wspomnieć, że „Pola Bitew” to płyta, która składa się z dwóch części, z instrumentalnymi intrem i outrem „Otwarcie” i „Zamknięcie” na początku i końcu. Pierwszych pięć „normalnych” utworów opartych jest w głównej mierze na głosie i gitarze akustycznej Tomka Lipnickiego (w „Samemu” gościnnie słyszymy jeszcze Kasię Kowalską – tak, tę Kasię od „Coś optymistycznego”). Z kolei na koniec albumu dostajemy trzy bardziej rozbudowane, już „elektryczne” kawałki, które mogą przywodzić na myśl Lipali. Tutaj też mamy gościnny wokal – tym razem Aleksandrę Król-Rogowską z grupy Abodus. Druga część płyty każe się zastanawiać czy to przyczynek do reaktywacji zreformowanej wersji Lipali. Aż się prosi by usłyszeć ten materiał na żywo, w rozbudowanym o basistę i perkusistę składzie.

skład:
Tomasz Lipnicki – gitary, klawisze, śpiew, głosy, boozuki, bębny i instrumenty perkusyjne w Logic Pro
1. Otwarcie
2. Dzień ognia
3. Gdybyśmy…
4. Jednorazowa powieść
5. Samemu (feat. Kasia Kowalska)
6. Omalże rewolucyjna piosenka
7. Na plaży
8. Pola bitew
9. Wojny domowe (feat. Aleksandra Król–Rogowska)
10. Zamknięcie
strona internetowa: lipasolo.net