Oyate – Uff…

Oyate to nowy projekt ludzi znanych z Plebanii – zespołu łączącego punka i reggae z klimatami Indian Ameryki Północnej, którego muzyka opierała się na grze sekcji rytmicznej, przeszkadzajek i charakterystycznych zaśpiewów. Ich nowy zespół brzmi bardziej tradycyjnie, co nie oznacza, że członkowie grupy zrobili dwa kroki w tył by grać tradycyjnego punka. Początek płyty w postaci „Good Old Chant” może co prawda mylić, bo brzmi po prostu jak Plebania, ale należy potraktować ten utwór jako intro. Dalej jest zdecydowanie bardziej punkowo, ale indiańskie czy folkowe motywy ciągle są obecne, po prostu zeszły z głównego planu na dalszy robiąc bardziej za tło i dodając kolorytu całości. Nie znam innych zespołów grających indiańskiego punka, tym bardziej łączącego zaśpiewy z polskimi tekstami.

Chociaż płyta Oyate „Uff​.​.​.” zawiera trzynaście utworów, to całość trwa niewiele ponad dwadzieścia minut. Ja wiem, że to punk, a nie rock progresywny, ale piosenki mogłyby być dłuższe niż ta minuta czy dwie, bo momentami odnosiłem wrażenie, że obcuję ze skrótem albumu, a nie pełnoprawnym wydawnictwem. Jak zaczyna się jakiś motyw wkręcać, to nagle całość się urywa i zaczyna kolejny utwór. Szkoda, ale może następnym razem panowie to poprawią i nie będę kręcić nosem. To tak naprawdę jedyny minus tego albumu, bo słucha się go naprawdę dobrze. Mogłoby się wydawać, że od dawna punk is dead, bo ile można wycisnąć z dewizy „trzy akordy, darcie mordy”, ale Oyate jest dowodem na to, że da się z tego gatunku wycisnąć coś ciekawego. Szczególnie podoba mi się to co robią pod koniec koniec płyty kiedy potrafią zwolnić i pójść w stronę stonera. Mogliby w przyszłości jeszcze odważniej podążyć w tym kierunku, bo widzę w tym największy potencjał.

skład:
Piołun – gitary, głos
Kuroń – bas
Wiele Wiatrów – bębny, głos
Marysia – klawisze
Kajetan – kij

1. Good Old Chant
2. Droga
3. Puszcza
4. Bajki
5. Ballada
6. Ona
7. Bez
8. List
9. Pan
10. Pióro
11. Stado
12. Woda
13. Good Old Social Dance