35-lat Mayonesa (Gdańsk, Stary Maneż 17-06-2017)

Znana i ceniona na całym świecie gdańska firma Mayones zajmująca się produkcją gitar postanowiła w Starym Maneżu uczcić swoje 35-lecie. W sobotni wieczór można było usłyszeć kilku artystów używających gitar tego producenta. Była to też prawdopodobnie jedyna okazja żeby zobaczyć na żywo projekt Flux Conduct znanego z Monuments Johna Browne’a oraz rzadko grający w naszym kraju, a przecież z niego pochodzący, Disperse Jakuba Żyteckiego.

Po jazzowej pierwszej części i przerwie technicznej na scenie Starego Maneżu zaprezentowały się nie tylko wspomniane, ale także trzy inne, pochodzące z Trójmiasta formacje. Jako pierwszy można było usłyszeć grupę Veira, która wywarła na mnie dość mieszane uczucia. Zespół nie ma żadnego określonego stylu i lawiruje między industrialem, piosenkowym metalem, a łagodną odmianą jazzu mieszanego z plastikowym popem. O ile perkusista i gitarzysta grali miejscami naprawdę nieźle, o tyle rola klawiszowca ograniczała się jedynie do rzucania przaśnym, elektronicznym podkładem. Inna sprawa to wokalistka, która ma naprawdę niezłą barwę, ale odniosłem wrażenie, że w zbyt zróżnicowanym stylistycznie materiale dziewczyna wyraźnie się gubi. Do tego niektóre słowa tekstów wywoływały u mnie uśmiech zażenowania. Nie poraziły mnie także występy niezłego Mechanism czy powracającej po przerwie znanej w Trójmieście grupy Chassis. Nie mam wątpliwości, że oba dały dobre i mocne występy jednakże proponowana przez nie muzyka nie do końca leży w sferze moich zainteresowań.

Przyznam się bez bicia, że najbardziej czekałem na występy Flux Conduct i Disperse. Ten pierwszy, będący solowym projektem gitarzysty Monuments Johna Browne’a, miał być tylko zespołem studyjnym. Zostali jednak poproszeni by uświetnić 35 rocznicę założenia znanej na całym świecie wytwórni gitar i prawdopodobnie była to jedyna okazja, by zobaczyć Flux Conduct na koncercie. Sam występ formacji był bardzo krótki, bo trwał niespełna dwadzieścia minut i można było usłyszeć zaledwie trzy utwory takie jak „We are cheating at this moment, what our tomorrow will be” z debiutanckiego „Quatsi” oraz „Fruit of the Poisonous Tree” i „Melancholia” z tegorocznego, znakomitego „Yetzer Hara”. W krótkim i z tego powodu nieco rozczarowującym występie nie zabrakło świetnych riffów (także basowych, które zagrał młody i bardzo obiecujący muzyk Or Lubianiker, który grał między innymi z Martym Friedmanem), fenomenalnego wokalu Renny’ego Carolla, doskonałej gry na perkusji Mike’a Malyana (który popis owych umiejętności dał występując z Disperse, w którym obecnie gra). Jak przyznał John Browne, nie mieli zbyt wiele czasu żeby przygotować dłuższy set, ani zbyt wielu wspólnych prób z tymi trzema numerami, które zagrali, ale nie oznacza to wcale, że występ był zagrany na odwal. Wręcz przeciwnie – było energicznie i perfekcyjnie. Gdyby koncert Flux Conduct był dłuższy to z miłą chęcią usłyszałbym „Harlequinade” z nowego albumu, który należy do moich ulubionych z „Yetzer Hara” i do jednych z najciekawszych numerów, jakie słyszałem w tym roku. Mam nadzieję, że Browne zmieni zdanie co do studyjności swojego solowego projektu i jeszcze kiedyś przyjedzie z nim do naszego kraju z dłuższym materiałem koncertowym.

Disperse, które nie ma szczęścia do publiczności w naszym kraju, cieszy się ogromną popularnością za granicą, w lutym wydał swój trzeci album studyjny „Foreword” i to właśnie materiał z tej płyty zajął największą część ich występu. Chłopaki zagrali z niego „Stay”, „Tether”, „Surrender’, „Sleeping Ivy”, tytułowy „Foreword”, „Gabriel” oraz „Bubbles”. Nie zabrakło także trzech utworów z poprzedniego albumu „Living Mirrors”, a mianowicie „Enigma of Abode”, „Dancing with Endless Love” i „Message from Atlantis”, którym zakończyli. Był to chyba najciekawszy koncert tego wieczoru, pełen pasji i zróżnicowanego, pomysłowego grania. Pośród publiczności znalazły się osoby, które słyszały tę grupę po raz pierwszy, a nawet takie które nie wiedziały nic o jej istnieniu i były po prostu zachwycone. Ja nie mam wątpliwości, że Disperse to grupa nietuzinkowa i mocno niedoceniona w Polsce, a jest to jeden z tych zespołów z których powinniśmy być dumni.

Ciężko mi oceniać imprezę jako całość, bo na całości nie byłem, ale jego druga rockowo-metalowa część była nieco niespójna, zwłaszcza w porównaniu z dwiema najciekawszymi grupami, grającym zdecydowanie za krótko Flux Conduct i Disperse, które łatwiej zobaczyć na żywo za granicą niż w naszym kraju. Szkoda tylko, że paradoksalnie na ich koncertach było najmniej osób pod sceną. Nie chciałbym mówić, ze Veira, Mechanism czy Chassis dały złe koncerty czy są jakimś nieporozumieniem, ale według mnie wypadły raczej średnio i nieciekawie. Odnoszę też wrażenie, że przy tego typu imprezach powinno się więcej mówić między występami poszczególnych artystów nie tylko o samych gitarach, jakiś ciekawostkach z nimi związanymi, ale także o samych grupach, które wszak grają na sprzęcie Mayonesa nie tylko w ramach tego konkretnego wieczoru. Uważam też, że skoro była to impreza branżowa to oprócz bannerów reklamowych powinno być jakieś stoisko Mayonesa gdzie można byłoby porozmawiać o sprzęcie czy wziąć folder. Mimo to był to wieczór udany, a samemu Mayonesowi i ludziom z nim związanym życzyć należy kolejnych 35 lat i wielu sukcesów, a muzykom korzystających z ich gitar wielu radości i mnóstwa pięknych dźwięków wygrywanych na strunach.

Flux Conduct