Lao Che (Gdynia, Atlantic 05-03-2015)

Trasa promująca najnowszy album „Dzieciom” płockiej grupy Lao Che rozpoczęła się 5 marca w gdyńskim klubie Atlantic. To jeden z najoryginalniejszych i najciekawszych polskich zespołów rockowych, który nie boi się częstych zmian stylistycznych i odważnych tekstów. Koncert pokazał, że Spięty wraz z ekipą są w świetnej formie.

Rozpoczęli kwadrans po 20 i na prawie dwie i pół godziny zabrali zgromadzoną publiczność w podróż po swoim szalonym muzycznym świecie. Panowie zagrali całą nową płytę przetykaną starszymi utworami, głównie z trzech wcześniejszych wydawnictw: „Gospel”, „Prąd stały/Prąd zmienny” oraz „Soundtrack”. Najwięcej, bo aż pięć utworów, pochodziło z „Gospel” – w związku z tym nie zabrakło „Czarnych kowbojów”, „Siedmiu nie zawsze wspaniałych”, „Chłopaków”, „Drogi Panie” i zagranego na sam koniec „Bóg zapłać”. Z „Prądów” zabrzmiał jeden z moich najbardziej ulubionych numerów grupy, a mianowicie „Życie jest jak tramwaj”. Z albumu „Soundtrack” z kolei pojawił się „Dym” i kapitalny „Jestem psem” połączony z utworem „Bar pod zdechłym psem”, który panowie oparli na wierszu Władysława Broniewskiego. Ponadto pojawił się także utwór „Królowa”, który pierwotnie znalazł się jedynie na koncertowym wydawnictwie „Koncerty w Trójce”.

lao che atlantic gdynia

Przy starszych utworach publiczność reagowała żywiołowo, pogowała, a nawet śpiewała razem ze Spiętym i resztą zespołu. Atmosferę dodatkowo podsycał skaczący po scenie Denat, który co jakiś czas wyskakiwał zza swojego stanowiska samplerskiego i stroił różne miny do zebranego tłumu. Warto jednak napisać słów kilka o najnowszych utworach, które także wywoływały duże emocje, choć nie brakowało momentów gdy wszyscy słuchali w skupieniu. Koncert rozpoczął „Dżin”, następnie po kilku starszych zabrzmiał bardzo ciekawy utwór „Z kamera wśród zwierząt buszujących w sieci” uderzający w portale społecznościowe i smartfony. Po ‚Dymie” z płyty „Soundtrack” zabrzmiała „Errata”, singlowy „Tu” oraz „Legenda o smoku”. Następnie po „Chłopakach” z „Gospel” znów wrócili do najnowszych utworów, a mianowicie do „Znajdy” oraz dwuczęściowej, dowcipnej „Bajki o misiu”. Następnie po numerze „Drogi Panie” zabrzmiały kolejne nowości pod postacią „A chciałem o sobie” i „Wojenka”.

Nowe utwory to przede wszystkim wciąż Lao Che, nastawione na eksperyment i żart, który ciężko zrozumieć gdy słyszy się tekst po raz pierwszy. Doceni się znacznie bardziej te nowe utwory, gdy już się je pozna w wersjach studyjnych. Gdyńska publiczność miała bowiem utrudnione zadanie, bo właściwie znalazła się na tak zwanym „pierwszym ogniu” ostrzału nowościami od Spiętego i ekipy. Nie mam jednak wątpliwości, że kilka z nich z całą pewnością wpisze się an stałe w repertuar tej grupy i będą nucone przez ludzi tak samo jak nuci się choćby „Życie jest jak tramwaj”. Na plus na pewno trzeba także zapisać bardzo dobry dźwięk, niezbyt nachalne oświetlenie oraz bardzo ciekawe wizualizacje, nawiązujące zarówno do nowej płyty, jak i do wcześniejszych, co dodatkowo przełożyło się na budowanie fantastycznej atmosfery i niezwykłej chemii między zebraną publiką, a zespołem, który trasę rozpoczął znakomicie.

A sam koncert? Był długi, ale bardzo energetyczny, nie było chwili (nawet w najbardziej spokojnych czy elektronicznych fragmentach) wytchnienia. Nie mam porównania z poprzednimi koncertami Lao Che, bo był to mój pierwszy, ale jestem pewien, że podobnie jak ja, wielu widzów wyszło z niego nasyconych, naładowanych pozytywnymi emocjami i z zadowoleniem na twarzy – parafrazując bowiem zakończenie popularnej bajki „Miś Uszatek”: Lao Che lubi dzieci, a dzieci lubią Lao Che!