Dziesięć lat temu miałem przyjemność recenzować demówkę StoneRiver i na długo zapomniałem o istnieniu tego zespołu. Chłopaki nie byli jakoś specjalnie aktywni przez te wszystkie lata – wiem, że co jakiś czas zagrali koncert, a poza tym zbyt wiele się wokół nich nie działo. Kompletnie nie spodziewałem się, że kiedykolwiek wydadzą studyjny album, także zaskoczyłem się jak dotarła do mnie wiadomość o premierze. Znaki były jednak wcześniej – w 2022 roku przypomnieli o sobie teledyskiem, rok później kolejnym i zanim się człowiek obejrzał, panowie wydali w październiku 2025 roku swój debiutancki album. Także na wstępie należy przede wszystkim pogratulować zespołowi, że udało im się tego dokonać.
StoneRiver to zespół, który nie sili się na oryginalność. Ich muzyce blisko jest do hard rocka spod znaku Led Zeppelin czy grungowej sceny Seattle ze wskazaniem na wczesny Pearl Jam albo Soundgarden. W przypadku zespołu z Gdyni największym wyróżnikiem są polskie teksty piosenek. Jestem zwolennikiem polskich zespołów śpiewających po naszemu, o ile teksty nie są prymitywne czy głupie, a w StoneRiver na szczęście wszystko się zgadza, także muzycznie. Nie napiszę, że zostałem czymś tutaj powalony na łopatki – bo nie, ale nie zmienia to faktu, że grup a nagrała bardzo przyjemny album. Całości przyświeca rock and roll, nie ma tutaj miejsca na perfekcję i granie od linijki, ale nie oznacza to też niechlujstwa. Zespół bardzo sprawnie porusza się w swojej stylistyce, czuć że właśnie takie dźwięki są im bliskie i wychodzi im wszystko bardzo naturalnie. Dziesięć utworów tworzących debiut StoneRiver i niecałe 50 minut muzyki to optymalna dawka. Ani się nie wynudzisz, ale też nie ma niedosytu. Na plus należy też zwrócić uwagę na zróżnicowanie piosenek przy jednoczesnym trzymaniu się stylu, nic się tutaj w środku nie rozjeżdża. Panowie świetnie odnajdują się w szybkich, pełnych energii kawałkach, jak i tych bardziej stonowanych, balladowych. Również brzmienie jest takie jakie powinno być – pełne zadziorności i rockowego brudu, ale odpowiednio czytelne żeby każdy instrument był wyraźny w miksie.
Oby pierwszy album StoneRiver był dobrym prognostykiem na przyszłość, chociaż stoi przed nimi niełatwe zadanie. Debiut to jednocześnie koniec, jak i początek pewnego etapu – wraz z wydaniem płyty rozeszły się ich drogi z wokalistą Markiem Dzilne. Czas pokaże czy dadzą radę znaleźć odpowiedniego gardłowego i kontynuować dalej drogę pod tym szyldem.

skład:
Marek Anzelm Dzilne – wokal
Maciej Treppa – gitara
Wojciech Woźniak – gitara basowa
Marcin Dubowski – perkusja
1. Zmarnowany głos
2. Kurzy i pył
3. Gniew
4. Kończący sen
5. Ogień
6. Do przodu
7. Ostatni raz
8. Pokój 305
9. Deficyt słów
10. Pierwszy krok
strona internetowa: www.facebook.com/zespolstoneriver