Dance Like Dynamite – Litania Kłamstw

„Litania Kłamstw” to drugi duży album panów z Dance Like Dynamite i pierwszy nagrany z perkusistą Karolem Skrzyńskim, który zastąpił na tym stanowisku Mariusza Noskowiaka. Dzięki tej zmianie zespół zyskał zabójczą precyzję i momenty, w których nie brakuje metalowego łojenia. Karol znany jest z tego, że nie ma litości dla swojego zestawu i ma ciężką rękę. Ale może zacznijmy od początku, bo sporo się na tej płycie dzieje.

Pierwszy utwór, w postaci tytułowej „Litanii Kłamstw” przesiąknięty jest zimnofalowym duchem, ale czuć tu sporo starej niemieckiej szkoły, takiej w duchu Kraftwerk. Zespół umiejętnie godzi bezduszną precyzję z emocjami, motoryczność z melodyjnością. Te dwa przeciwległe bieguny łączą się całkowicie naturalnie. Ja nie wiem co takiego jest w grze Piotra Pawłowskiego, ale ma tak charakterystyczny styl, że ciężko go pomylić z kimś innym. Drugi kawałek w postaci „Szukam” i bez zaglądania we wkładkę wiadomo, że jest jednym z kompozytorów utworu. Ciekawie wkomponowuje się tutaj taka radosna melodyjka w zwrotce. W następnej piosence „Nie ma nas” Karol Skrzyński nie ma litości, jakby Slayera się nasłuchał. Żeby nie było na wskroś metalowo, w drugiej części utworu nie brakuje zwolnień i ciekawej kolaboracji – udzielił się tutaj na trąbce Tomasz Ziętek. Jak widać panowie lubią mieszać w muzycznym garze. Największym zaskoczeniem jest jednak następny kawałek w postaci „Diamenty są wieczne” z gościnnym udziałem wokalistki Agnieszki Rassalskiej. Piosenka nie bez przypadku brzmi iście bondowsko, bo to cover Johna Barry’ego z filmu „Diamonds Are Forever”, ale utwór ten kłania się też polskim szlagierom sprzed lat, klimatom typu Zdzisława Sośnicka czy Edyta Geppert. Gdyby Polacy mieli nakręcić Bonda, to piosenka jest już gotowa. Trochę inaczej, ale dalej w zagranicznych rejonach pozostajemy w „Geheimnis”. To niemieckojęzyczny kawałek, którzy brzmi jakby Die Toten Hosen zagrali w swoim stylu piosenkę Kraftwerk. Pierwszą część „Litanii Kłamstw” zamyka „Nattasang” czyli po norwesku kołysanka. To ambientowo-filmowa miniaturka, której nie powstydziłby się Ulver. W „Ból jest niewidzialny” wracamy znad fiordów do Niemiec. Albo do Słowenii. Einstürzende Neubauten, Rammstein i Laibach to są dobre tropy – ten marszowy rytm, deklamowany tekst. Na koniec dostajemy porcję industrialnego szaleństwa, którego nie powstydziłoby się Ministry. W podobnym klimacie, ale bardziej rockowym pozostajemy w „I popłyną łzy”. Żeby nie było zbyt przewidywalnie, to pod koniec dostajemy solówkę w stylu flamenco. W „Są takie chwile” przenosimy się do zadymionej knajpy by przysiąść się do Świetlickiego i Dyjaka. Tekst utworu to dzieło Kazimierza Przerwy-Tetmajera, więc poetyckości na pewno nie brakuje. W „Człowiek stworzył sztukę” wracamy do industrialnych rejonów, które przefiltrowane są przez zimną falę. Znowu Pawłowski współautorem, nie mogło być inaczej. „Sto tysięcy słońc” brzmi z kolei bardzo brytyjsko – przede wszystkim słyszę tu Killing Joke, ale też trochę New Model Army. W ten sposób doszliśmy do ostatniego utworu „Koszmar minął”. To rozwinięcie „Nattasang”. Tutaj szczególnie warto zatrzymać się na warstwie tekstowej, która jest ważna na całej płycie, ale w tym utworze jest najważniejsza. To bardzo refleksyjne i intymne zakończenie tego krążka.

„Litania Kłamstw” jest dojrzałym albumem nagranym przez dojrzałych ludzi, nie tylko muzycznie, ale chyba przede wszystkim życiowo. Tutaj nie ma miejsca na młodzieńczą energię, ci muzycy nie udają kogoś kim nie są. Każdy z nich jest jakiś, każdy z nich ma swoją historię. Pewnie na gruncie mentalnym dobrze się dogadują i ten wspólny mianownik doświadczeń czuć w ich muzyce. Z płyty na płytę komponują coraz lepsze utwory. Grają w trudnym stylu, bo naprawdę trzeba się nieźle napracować żeby nie zatracić się w takim dźwiękowym bogactwie, ale z każdym kolejnym wydawnictwem ich muzyczny eklektyzm jest coraz bardziej zwarty, lepiej opanowany niż wcześniej. Na koniec muszę przyznać, że zwyczajnie lubię takie płyty jak „Litania Kłamstw” – wpadające do głowy, zagrane w odpowiednim tempie i nie zawierające wypełniaczy, płyty które po przesłuchaniu ma się ochotę odpalić jeszcze raz, bo za każdym razem odkrywamy w nich kolejną warstwę. Na pewno wrócę do tego albumu jeszcze nie raz.

skład:
Krzysztof Sado Sadowski – wokal, klawisze, gitara, gitara basowa, perkusja, programowanie, sample
Tomasz Snake Kamiński – gitara, gitara basowa, klawisze, programowanie, sample, wokal
Piotr Pawłowski – gitara basowa
Karol Skrzyński – perkusja

1. Litania kłamstw
2. Szukam
3. Nie ma nas
4. Diamenty żyją wiecznie
5. Geheimnis
6. Nattasang
7. Ból jest niewidzialny
8. I popłyną łzy
9. Są takie chwile
10. Człowiek stworzył sztukę
11. Sto tysięcy słońc
12. Koszmar minął