Fobia – Nomen Omen

Fobia jest jednym z tych zespołów, dla których przekaz jest równie ważny co warstwa muzyczna. Jak pisze we wkładce płyty „Nomen Omen” wokalista i lider zespołu Bogusz Chmielewski – „To kronika życia w cieniu, który z czasem przestał być moim wrogiem, a stał się nauczycielem. Nerwica lękowa do dziś jest moim najciemniejszym miejscem, ale to właśnie w nim od lat uczę się słuchać, czuć i tworzyć”. Myślę, że to nie wymaga komentarza. Koncept tego albumu jest poważny, nie ma tutaj miejsca na śmieszkowanie. Warto o tym wiedzieć wcześniej żeby przygotować się mentalnie na taką, a nie inną podróż.

„Nomen Omen” to płyta przygotowana bardzo pieczołowicie w każdym aspekcie, bez błądzenia po omacku, a z jasno określonym celem. Od strony muzycznej to bardzo dobra produkcja, pełna smaczków i warstw, które wychodzą na wierzch przy kolejnych przesłuchaniach. Uwagę przykuwa też świetne brzmienie całości – czuć „zmarnowane” godziny na kręcenie gałkami. Ciekawie prezentuje się też na „Nomen Omen” takie, a nie inne ułożenie utworów – od mocnego wejścia, w zasadzie credo zespołu w kawałku o tytule „Fobia”, aż po finalną, delikatną miniaturkę „Efemeryda”, która spełnia rolę filmowego happy endu – w tym mroku pojawiło się światło („rozwijam skrzydła / uczę się latać”). Reszta utworów dryfuje wokół rocka i metalu, ale w każdym dzieje się na tyle dużo, że nawet jak się człowiekowi jakiś riff czy motyw z jakimś zespołem skojarzy, to po chwili Fobia podąża już w innym kierunku. Na „Nomen Omen” nie ma oczywistych ścieżek gatunkowych, tutaj wszystko jest płynne, a inspiracje wychodzą poza typowe ramy – często w kierunku pełnej patosu muzyki filmowej. Miejscami blisko jest do przesytu, ale jakoś udaje się zachować odpowiedni balans by nie przesadzić za mocno z ilością warstw i emocji.

Równie solidnie co do strony dźwiękowej przyłożono się do kwestii wizualnych – wydanie na CD to pozornie prosta rzecz – dużo bieli i niezbyt bogata ornamentyka. Jednak w tej prostocie jest siła – bo nie wygląda to jak zrobione na szybko w paincie, tylko też w tej kwestii wszystko zostało dokładnie przemyślane. Sam front to po prostu napis „fobia”, ale w środku mamy załączoną książeczkę z tekstami i grafiki zainspirowane muzyką. Wielkie brawa dla Marii Zajączkowskiej ze studia tatuażu Witraż, która odpowiedzialna jest za oprawę graficzną płyty. Ta warstwa wizualna jest bardzo ważna i dopełnia zawartość muzyczną, a przy okazji w trakcie słuchania można wgłębić się w przekaz i poczuć mocniej świat Fobii.

„Nomen Omen” to bardzo wyrazisty album i otwartym pozostaje pytanie – co dalej? Czy to tylko koncept na jedną płytę czy może dopiero początek dłuższej historii? Na to jeszcze oczywiście przyjdzie czas, bo przecież dopiero co płyta zaczęła wędrówkę do ludzi.

skład:
Bogusz Chmielewski – wokal
Kuba Malinowski – gitara
Przemysław Wachowski – gitara
Damian Dąbrowski – gitara basowa
Krystian Bartusik – perkusja

1. Fobia
2. Nie na miejscu
3. Nierealny raj
4. Nomen
5. Omen
6. Meduza
7. Psyche
8. Insomnia
9. W imię twoje
10. Efemeryda

strona internetowa: www.facebook.com/FOBIA.gda