Wielce owocnie prezentuje się współpraca Grzesława Nawrockiego z warszawską wytwórnią Thin Man Records, trwająca już bez mała 15 lat, bo od płyty „Mutanty” jego nieistniejącej już formacji Kobiety. Czy to dzięki temu udaje mu się utrzymać całkiem imponującą przeciętną w tempie wydawania nowych albumów (od 2011 objawił nam dwie płyty z Kobietami i trzy solowe)? Nie wiadomo. Co wiemy, to iż każde z powyższych wydawnictw było wielce interesujące pod względem artystycznym, a przy tym inne od poprzedniego, co czyni sprawę tym bardziej intrygującą. Nie inaczej jest teraz z dziełem zatytułowanym „Najpiękniejszy śmietnik”, w którego tworzeniu pomógł Grzesławowi zupełnie niesamowity zestaw muzyków, z których największy bodaj wpływ na ostateczny kształt wywarli Tomasz „Baye” Ziętek (trębacz i klawiszowiec, znany chociażby z formacji Loco Star – na płycie odpowiedzialny za produkcję, oznaczony jako współkompozytor materiału) oraz Macio Moretti (basista i perkusista znany z grup Antigama, Starzy Singers, Mitch & Mitch, a także wielu formacji oscylujących wokół wytwórni Lado ABC), których wkład był silny i bez problemu wyczuwalny. Na tym jednak lista gości się nie kończy, bowiem swoje miejsce na srebrnym krążku znaleźli m. in. Jarek Marciszewski (Popsysze, Remont Pomp), wszędobylski multiinstrumentalista Szymon Burnos, a także głosy żeńskie w osobach Marsiji Ziętek oraz Oli Bilińskiej. Z kolei utwór tytułowy wzbogacił swoją grą na basie Alberto Continentino – legendarny brazylijski basista, którego lista współprac w ramach nieco hermetycznej lokalnej sceny długa jest i obfita niemalże jak Amazonka.
„Najpiękniejszy śmietnik” zaczyna się całkiem przyjemnie, choć tytuł „Architektka” jest sam w sobie niezgorszym łamańcem językowym, zaś sam utwór zdaje się być uroczo rozmarzonym obrazem arkadyjskich imaginacji podmiotu lirycznego, w warstwie muzycznej lekuchno balansującym między beztroską, a swoistym niepokojem. W kolejnym, wiedzionym równomiernym pulsem perkusji „Pan Zombie” przełamania smaku dokonuje niespodziewane pojawienie się klawesynu w refrenie, a kolorytu przydaje druga zwrotka zaśpiewana przez Marsiję Ziętek (niegdyś Loco Star). Nieco żywsze, napędzane neurotycznym beatem i delikatnymi syntezatorami „To tylko to” przenoszą nas w realia Gdańska wczesnych lat 80. (dokładniejsza analiza tekstu pozwala osadzić akcję utworu w pobliżu Oliwy, ewentualnie Jelitkowa) i ówczesnych obrzędów inicjacyjnych nastolatka (bierzmowanie, pierwsze kolczyki, fascynacje muzyczne m.in. Deadlockiem). Delikatną neofolkową gitarą zaczyna się „3mm”, które wydaje się też być wyrazem tęsknoty za bezpowrotnie utraconą prostotą akcji i relacji. Rozpoczęte anielskimi niemalże chórami i inkrustowane meksykańsko brzmiącą trąbką „Kłaniam się” kojarzyć się może zarówno z obserwacją doskonale traconego czasu, jak i z apoteozą jesiennego lenistwa. Kontrastuje z tym żywe, pulsujące eightiesami „Bawole serce” (wbrew pozorom nie nawiązuje to do Captaina Beefhearta), w którym tematyka aktywności erotycznych (podkreślonych rozpędzonym solo saksofonu Irka Wojtczaka) miesza się z niemalże sakralną narracją (z którą dobrze koresponduje wokal Oli Bilińskiej). Nieco posępny początek „Owczarków” przechodzi w swingujący rytm trójkowy oprawiony nieco onirycznie brzmiącymi gitarami i syntezatorami. W końcu tytułowy „Najpiękniejszy śmietnik” (zaczynający się niemal dokładnie zaśpiewem kończącym „Owczarki”), w którym podmiot liryczny z jednej strony kusi, z drugiej nakłania do czynów jednakowoż drastycznych, wpuszczając adresata w swoją brzmiącą na neuroatypową samotność przy bardziej niż w innych miejscach nieokiełznanych dźwiękach trąbki. I tym właściwie można by płytę podsumować. Ale pojawia się jeszcze urokliwa kompozycja instrumentalna „Szadółki o świcie”, gdzie z chaosu syntezatorowych tekstur i mikromelodyjek wyłania się powoli sonoryczny obraz rzeczywistego wastelandu. Pięknego.
Całokształt płyty niewątpliwie umacnia pozycję Grzesława Nawrockiego jako songwritera, który nie pozwala się łatwo zaklasyfikować, bo też w jakąkolwiek przegródkę byłby wkładany – wyrośnie z niej. Potrafi w niebywale lekkie formy wyposażać treści, które do lekkich niekoniecznie należą. Podobnie jak np. Beck (nie Józef i nie Jeff, tylko Hansen) odrzucił już dawno ograniczenia narzucane przez szablony tzw. gatunków muzycznych. Czuć, że swoje niewąskie doświadczenia uporządkował, żeby podzielić się tym z nami. Jest w tym wszystkim światło, dające nam – adresatom i słuchaczom – nadzieję. Na to, że swój własny śmietnik będzie nam dane uporządkować bądź pokochać. Szczególnie, że za sprawą „futrzastej” okładki rzeczony sprawia wrażenie przyjaznego i miękkiego… Grzesławie, zawsze będę sobie życzył więcej Twoich płyt!

skład:
Grzegorz Nawrocki – głos, gitara, instrumenty klawiszowe
Tomasz Ziętek – instrumenty klawiszowe, trąbka, bas
Macio Moretti – gitara basowa, perkusja, instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe
1. Architektka
2. Pan Zombie (feat. Marsija)
3. To tylko to
4. 3mm
5. Kłaniam się
6. Bawole serce (feat. Ola Bilińska)
7. Owczarki
8. Najpiękniejszy śmietnik
9. Szadółki o świcie
strona internetowa: www.facebook.com/NawrockiBand