Ńoko – KO

Są zespoły, które wypracowawszy rozpoznawalny styl i zyskawszy dzięki niemu popularność, nagrywają co jakiś czas tę samą płytę. Są też takie, które przez całą karierę poszukują, zmieniając konwencję bez oglądania się na cokolwiek, trzymając się przy tym znanej już nazwy i logówki. Po przesłuchaniu pierwszego numeru na nowej płycie Ńoko miałem wrażenie, że ciążą w stronę tej pierwszej kategorii. Otwierający „KO” numer „Amanita husaria” (piękny tytuł swoją drogą) spokojnie mógłby się bowiem znaleźć na „Aurorze” i nie pogryzłby się z jej zawartością w najmniejszym stopniu.

Tymczasem im dalej, tym stylistyka płyty bardziej odbiega od tego, co znamy z debiutu. Właściwie wystarczy spojrzeć na listę gości, żeby zorientować się, w jaką stronę to poszło. Większość utworów na „KO” jest instrumentalna, jednak tym razem kwartet skorzystał z pomocy wokalistów, w tym Noviki. Wydaje się zresztą, że pani Kasia odegrała w procesie powstania tego materiału rolę większą niż tylko użyczenie głosu w pojedynczym utworze. Czemu tak myślę? Bo, pomijając dwa pierwsze kawałki, „KO” bliżej do twórczości Smolika czy samej Noviki właśnie, niż do Ńoko z debiutu. Materiał z „Aurory” kojarzył mi się z Miłością. Był dziki, odważny, momentami trudny. Nowa płyta natomiast kładzie akcent na nastrój, melodię i delikatność. Wygląda trochę na to, że chłopaki postanowili wepchnąć jeden czy dwa numery do radia i zaistnieć nieco szerzej niż dotąd. Czy im to zaszkodziło?

Moim zdaniem nie. Ńoko pozostaje zespołem piekielnie kreatywnym, jednocześnie ich muzyka dojrzała i stała się znacznie łatwiejsza w odbiorze. Wyeksponowana melodia nie sprowadza kompozycji do banału, ale pozwala słuchaczowi łatwiej dostroić się i usłyszeć, co autor miał na myśli. Nie brakuje intrygujących brzmień, soczystej elektroniki czy smakowicie przełamujących ten koktajl dysonansów, wszystko to kwartet stosuje jednak z dużo większym umiarem niż w debiucie. Może zaczęli uważniej słuchać tego, co grają?

„KO” to zupełnie inna bajka, niż „Aurora”. Nie jestem w stanie ocenić, który z tych albumów jest lepszy, bo kocham zarówno muzykę, która mnie głaszcze, jak i tę, która mnie bije. Krążka bezapelacyjnie warto posłuchać.

Na koniec – jak dla mnie najlepszym numerem na płycie jest „Tryptamine”, będący historią wyraźnie osobną w stosunku do całej zawartości albumu. To jest obłęd, jak ten saksofon prowadzi nas przez ten prosty w gruncie rzeczy utwór, wwiercając się w głowę.

skład:
Dawid Lipka – trąbka
Michał Jan Ciesielski – saksofon, synth, wokal
Maciej Sadowski – kontrabas, moog, gitara basowa
Tomasz Koper – perkusja, SPDSX

1. Amanita Husaria
2. Tryptamine
3. Atropine feat. Novika
4. Mindgames
5. Bird Of Sorrow
6. With Every Breath Comes Death feat. Sviniarski
7. Walls
8. Forefathers

strona internetowa: www.facebook.com/noko.music